Moja przygoda z Norwegią trwa już 8 lat.

Dokładnie 8 lat temu późnym wieczorem wylądowałam na lotnisku Gardermoen, by następnego dnia rozpocząć moją fantastyczną podróż życia w Norwegii.

Do dziś pamiętam poranny raport gdzie przedstawiono mi moich nowych kolegów z pracy, a potem wtajemniczano w moje nowe obowiązki pracy. Muszę przyznać, że choć zdecydowaną większość z tego co do mnie mówiono rozumiałam, to konwersacja po norwesku sprawiała mi trudności. Każdego dnia uczyłam się mnóstwo nowych słów i wyrażeń, a głowa pękała mi od wysiłku intelektualnego.

Znajomość języka norweskiego, zdobyta z kursów językowych, w niewielkim stopniu pokrywała wymagania językowe jeśli chodzi o komunikację w służbie zdrowia. Dlatego też ważne było dla mnie ogarnięcie słownictwa medycznego, by móc płynnie komunikować się z personelem, pacjentami i ich rodzinami. Dlatego codziennie po pracy spędzałam czas z norweskimi książkami medycznymi, systematycznie pogłębiając mój zasób słownictwa. Z dnia na dzień było coraz lepiej.

Po trzech latach pracy w domu opieki postanowiłam iść dalej. Wtajemniczona w norweski język i system medyczny czułam si na tyle bezpiecznie, by móc podjąć prace w szpitalu. Jestem dość wybredna jeśli chodzi o wybór pracy, więc idąc za marzeniami podanie o pracę złożyłam tylko na jednym oddziale. Transplantologia chirurgiczna. Jedyny oddział w Oslo, mający pod opieką wszystkich mieszkańców kraju.

Tu dostałam pracę. Byłam jedyną pielęgniarką pochodzącą z innego kraju.

Pracujące tam pielęgniarki nauczyły mnie niezwykle wysokiej kultury wobec pacjenta i jego rodziny. Na tym oddziale się współpracowało i robiło wszystko dla jego dobra. To tu dziękowało się głośno za pomoc, za dyżur. I każdy najmniejszy wysiłek był doceniany zarówno przez kolegów, jak i szefostwo. Atmosfera na tym oddziale była naprawdę wyjątkowa.

Po czterach latach pracy na tym oddziale znowu zapragnęłam zrobić krok naprzód, rozwijać się. Złożyłam dokumenty na specjalizację, jednocześnie próbując zdobyć stypendium ze szpitala. I tym razem poszczęściło mi się, bo z kilkudziesięciu kandydatów zaledwie dziewięciu otrzymało stypendium. A stypendium oznacza, że na czas nauki trwającej trzy semestry, otrzymuję normalną pensję. W ramach kontraktu, po uzyskanym tytule specjalisty, muszę przepracować na bloku operacyjnym minimum 2,5 roku. I tym sposobem wiem, co będę robiła przez następne trzy lata.

Więc krótko mówiąc: cieszę się, że tutaj jestem.

Reklamy

2 komentarze

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s